![]() |
|
MAJNE BAND |
привет! 2007-09-06 15:08:54 Ok, Soundgarden zapuszczone, można pisać. Witkacy miał wódkę, Dick miał LSD, ja mam Soundgarden. Przesadziłem. Ale brzmi fajnie. Od czego tu zacząć? Hm. O byle czym nie będzie, bo nie było mnie tu na tyle długo, że oprócz szarości dnia codziennego zdążyłem doświadczyć wielu rzeczy nie wymagających fabularnego podkolorowania, aby stały się ważne. Zacznę od początku, czyli od Rzymu. W Rzymie odbyły się (jak co roku) rekolekcje oazowe stopnia III, w których miałem wielkie szczęście uczestniczyć. Sama już podróż do Rzymu łączyła się z dużą dawką emocji - samolot ulicą nie chodzi. Zresztą lecieliśmy (4 osoby z Gdyni) z lotniska w Gdańsku dzień wcześniej, niż reszta oazowiczów z różnych części Polski, która wspólnie wylatywała z Katowic - to dodawało wyprawie kolejnej dawki adrenaliny - trafimy z lotniska na miejsce? Obyło się jednak bez przeszkód i po południu zostaliśmy ciepło przyjęci najpierw przez panią recepcjonistkę w hotelu, przy którym znajdowało się pole namiotowe ("Tent? What is it?"), a później przez Rafała z Polski, który też tam pracował, do którego już nie trzeba było mówić po angielsku, bo nie umie się po włosku. Następnego dnia poznaliśmy resztę ekipy. Przylecieli ludzie z całej Polski: Krakowa, Giżycka i szeroko pojętych Mazur, Czechowic-Dziedzic (stamtąd się biorą zapałki), a także z Białorusi - ze wspólnoty z Mińska. Oprócz młodzieży tzw. luzem były tam też małżeństwa w różnym wieku, jedno bodajże czterodniowe(!), z Białorusi właśnie. Ludzie z Białorusi nauczyli mnie rosyjskiego alfabetu i co nieco rosyjskiej / białoruskiej mowy. Wiedzieliście, że 'jeż' to 'ёж'? (czyta się 'josz') Po Rzymie poruszaliśmy się metrem (ta prędkość!) i autobusami, co pozwalało na większy kontakt z mniej lub bardziej miejscową ludnością (wiadomo - we Włoszech w sezonie najmniej jest Włochów). Sprzyjało to wynikającej niejako z hasła roku ewangelizacji, którą prowadziliśmy w wielu dziwnych miejscach, od placu św. Piotra po dworce rzymskiego metra, spotykając ludzi ze wszystkich zakątków świata. Zadziwiające były reakcje ludzi na nasze poczynania - obrazki z Jezusem przyjmowali z uśmiechem, gorąco dziękując i chętnie rozmawiając. Byliśmy w miejscach nierozerwalnie związanych z historią Kościoła - w największych bazylikach, w samej bazylice św. Piotra kilka razy - mieliśmy tam Mszę w najlepszym z możliwych miejsc - na wprost grobu św. Piotra, zaraz obok grobu Jana Pawła II. Szliśmy po Via Appia Antica; po drodze, na której św. Piotr spotkał Jezusa i gdzie padło sławetne "Quo vadis?". Mieliśmy Drogę Krzyżową przy Koloseum. Byliśmy w miejscu męczeństwa św. Pawła, przy relikwiach piewszych męczenników: Szczepana, Wawrzyńca i innych. Widzieliśmy relikwie Świętego Krzyża, Żłóbka Świętego. Szliśmy po schodach, po których Jezus szedł do Piłata. Spotkaliśmy się z różnymi wspólnotami: m. in. z Odnową w Duchu Świętym, z Neokatechumenatem, mieliśmy też Mszę z grekokatolikami. Po prostu niesamowite przeżycie. Doświadczenie bogactwa, różnorodności Kościoła - różne języki, różne narodowości, rożne obrządki, ale Kościół wciąż ten sam. I to, co do mnie chyba przemówiło najszczególniej - ciągła styczność z męczennikami, czy to poprzez słowa Jutrzni lub Nieszporów, czy poprzez nawiedzanie ich grobów lub miejsc męczeństwa. To byli ludzie tacy jak my, tak jak my powołani do świadczenia o Chrystusie. Czy istnieje większy dowód wiary niż śmierć w jej imię? Nawiedziliśmy też Radio Watykan i niektórzy z nas udzielali nawet wywiadu na temat rekolekcji (można go posłuchać tu. Ostatniego dnia zaś byliśmy w Castel Gandolfo, odmawiając Anioł Pański z Benedyktem XVI. Kiedy papież skończył mówić po polsku, nasz ksiądz szybko się do mnie odwrócił i rzucił: 'Graj Barkę!', jako że miałem gitarę. Nie omieszkając począłem skwapliwie szarpać akordy i śpiewać. Tłum podjął pieśń w mgnieniu oka, czy to po polsku, czy po włosku czy w jeszcze innym języku. Papież uśmiechał się i pozdrawiał. Jako że była to coniedzielna audiencja, wszystko widziały i słyszały miliony wiernych przy teleodbiornikach (może ktoś z Was też to oglądał), a kamerzysta na dodatek wyszukał naszą polską flagę w tłumie, dzięki czemu widzowie TVP1 mogli poznać twarze m.in. księdza Ireneusza i części polskich i białoruskich oazowiczów wyciągających szyje do kamery niczym kwiaty szukające słońca. Nasz (Gdynian) dzień odjazdu przypadał na dzień po dniu odjazdu reszty. Odprowadziliśmy wszystkich na lotnisko Ciampino i pożegnaliśmy się roniąc gorzkie łzy. Resztę dnia spędziliśmy na zwiedzaniu kopuły bazyliki św. Piotra i oglądaniu rozciągającego się z niej widoku, a także na smuceniu się. Widać to dobrze na tymże zdjęciu. Zrobiliśmy je sobie przy kępce trawki, którą wyhodowała tzw. Kaja z Mazur, codziennie podlewając w jednym miejscu ściółkę leśną pola namiotowego, na którym mieszkaliśmy. Ostatniego dnia był to jedyny relikt obecności reszty Oazy w Rzymie - bez niego pole namiotowe wyglądałoby, jakbyśmy od ponad dwóch tygodni mieszkali na nim tylko my - czwórka z Gdyni. Podróż powrotna była na tyle przygnębiająca, że wolałem spędzić ją nieprzytomnie - śpiąc. Krzyfn też. Na lotnisku Lech Walesa Ejrport pierwsze, co mnie spotkało, to zimno, wiatr i deszcz. Wraz z pierwszym krokiem, jaki zrobiłem wychodząc z samolotu, wicher porwał mi z głowy mój słomkowy kapelusz, który dostałem w Rzymie od gdyńskiej ekipy i poniósł go w lotniskową dal. Chcąc ratować cenne nakrycie głowy skierowałem się w stronę otwartej przestrzeni lotniska, gdzie leżał samotnie mój kapelusz. Zostałem jednak natychmiastowo zawrócony na zebrę. Dopiero gdy wytłumaczyłem, na czym polega problem, po mój kapelutek wyruszył pan w małym samochodziku i dostarczył mi go, uśmiechając się dziwnie. Jeśli ktoś chce zobaczyć co nieco z tego, co my widzieliśmy na własne oczy, może to zrobić tutaj. To zdjęcia Tomka z Czechowic-Dziedzic, którego serdecznie z tego miejsca pozdrawiam. Pozdro. I Wam wszystkim też pozdro, kolejna nocia (jea! świetny wyraz) za czas niedługi. Zostało bowiem co nieco do opowiedzenia, o co niektórzy się od dawna dopytują, a czego nie mam zamiaru trzymać w tajemnicy. до свидания! skomentuj (10) Nadejszla wiekopomna chwila. 2007-06-19 01:49:35 Zespół Rock Music Association zakończył prace nad oficjalną stroną zespołu Rock Music Association. Oto ona. A tak w ogóle, to miś, jeż i banany. Klikajcie. Koniecznie. skomentuj (4) Victory! 2007-06-04 14:46:48 Tak, tak, właśnie tak, 2 czerwca zajęliśmy pierwsze miejsce na XX Przeglądzie piosenki anglo - amerykańskiej w III LO! Drugie miejsce zajął zespół Intermission z Braniewa; grali hard core i był to ich pierwszy występ sceniczny, trzecie miejsce - zespół Kleszcze, grający coś w stylu country i folk. Oprócz tego udział wzięli: Fresh Meat (kiedyś Świeże Mięso) i Wredrock, który jest chyba nam wszystkim znany. Poziom był bardzo wyrównany, sami obstawialiśmy Intermission jako zwycięzcę, wnioskując z muzyki, jaką zaprezentował zeszłoroczny zwycięzca (Fosfor) i liczyliśmy moooże na trzecie miejsce za Intermission i Wredrockiem. Kiedy komisja ogłosiła miejsce trzecie i drugie, byliśmy przekonani, że pierwsze zdobędzie Wredrock (tylko Magda mówiła, że cały czas w nas wierzyła %B). Aż tu nagle... Rock Music Association! Nie wiadomo było za co się łapać, najczęściej jednak wybieraliśmy głowy i twarze, w ten sposób również szliśmy na scenę po odbiór nagrody. Niesamowita rzecz i rzeczywiście szkoda, że tak słabo to rozgłosiliśmy, ale chyba nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy %D. Mamy zamiar w końcu nagrać porządne mp3 i z tego faktu w czerwcu powinniśmy znaleźć się w Studiu Modem. Niebawem ruszy również strona www.rmaband.pl, dzięki czemu nie będę musiał pisać wszystkiego o zespole na blogu. Trzymajcie rękę na pulsie! "Wygraliśmy przegląd" do dzisiaj brzmi dla mnie jak oksymoron %B. skomentuj (19) Gramy na Przeglądzie w III LO! 2007-05-28 16:10:05 ![]() Zagra 7 zespołów (w tym my) + Fosfor i gwiazda wieczoru - Hunter. Rozpoczęcie: 16:00. Wstęp jest za 1zł, więc myślę, że się opyla %B. Get it on! skomentuj (7) Dużo się dzieje i dobrze się dzieje. 2007-05-11 15:45:35 Hm, hm, hm, bo tak chyba wypadałoby zacząć. Ostatni tydzień ciężkim dla mnie był. Coraz bardziej jestem zmęczon, a śpię coraz mniej. Jest jednak kilka rzeczy, które utrzymują mnie jako tako w pionie i nie dają mi paść na murawę. Po 1 - ostatnio przeżyte małe wielkie duchowe Katharsis. I płynący z tego spokój. Po 2 - mam nareszcie 2 pierwsze płyty Eleven, przysłane do mnie z Ameryki. W Polszcze ich nie zaznacie! Po 3 - ... nawet nie wiem, jak to powiedzieć. To może powiem po prostu: Cornell przyjeżdża do Polski!!! Wiadomość urywająca głowę i kilka innych członków przy okazji też. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że najprawdopodobniej ja, Szymon i Krzyfn z RMA tam będziemy! Tyle czasu czekałem (czy też -liśmy) na to, żeby Audioslave dał koncert w Polsce, aż się rozpadli. Teraz Cornell koncertuje samopas, a jego nowy album zapowiada się na spore rozczarowanie, ale to wszystko nic! Musimy tam być, bliżej już nie przyjedzie! I do tego Tool. No po prostu mjut. Info TU. Po 4 - gramy kolejny koncert! Tym razem to Ucho, razem z naszymi znajomymi Rag Dolls i zespołem Timmy and the Drugs. Info o koncercie TU. Nie może nikogo zabraknąć, klub jak się patrzy, wszyscy się zmieszczą %B. Bierzcie ze sobą znajomych, rodziny, matki, żony i kochanki! Tak w ogóle, to dzisiaj rano przeżyłem mały szok - przeglądając dzisiejszą gazetę Co Jest Grane, na stronie z koncertami w rubryce 'Rock' znalazłem wpis o Rag Dolls, Timmy and the Drugs i RMA w Uchu 15 maja o 18:00 za 4 zł (sic!*). Jakby tego było mało, na ostatniej stronie, tam, gdzie piszą o rozdawanych biletach, są 2 jednoosobowe zaproszenia na ten właśnie koncert. Panie i panowie, witamy na salonach! See Y'all 15 maja! ![]() _______________________ *Dla nieukuf: 'sic' nie znaczy 'sick'. To wyraz łaciński i znaczy po prostu 'tak'. %B. skomentuj (14) Kolejny koncert! 2007-04-21 23:10:37 Co tu dużo mówić - gramy kolejny koncert, tym razem w Wejherowie z zespołem Dog Palace, na który wszystkich bardzo serdecznie zapraszamy! Tym razem klub jest większy i wygodniejszy (duża ilość sofek %). ![]() Nie bójcie się, że nie traficie. Tu jest bardzo ładna mapka, jak dojść z kolejkowego przystanku "Wejherowo Nanice", to niedaleko. ![]() Do zobaczenia 26 kwietnia! skomentuj (15) Kaman, kaman. RMA gra! 2007-03-08 21:33:38 W najbliższą sobotę odbędzie się nasz pierwszy koncert (ze Świeżym Mięsem). Wstęp wolny. Zabierajcie znajomych i przybywajcie! ![]() skomentuj (17) Limo Wreck. 2007-02-16 00:39:05 Building the towers belongs to the sky When the whole thing comes crashing down Don't ask me why Blowing the pieces belongs to the wind When the whole thing blows away I won't pretend Tak śpiewał Chris Cornell w 'Limo Wreck' Soundgarden. Jak się okazało, wiatr zawiał i obrócił wieżę w pył, a wszyscy do samego końca udawali, że nic się nie dzieje. Wieży było na imię Audioslave. Czuję się oszukany. Moi znajomi też. Jak można było tak długo utrzymywać, że wszystko jest w porządku? I to po tak dobrym albumie. Nielogiczne, niepotrzebne, nie na miejscu. Miejmy nadzieję, że nowy solowy album Cornella będzie tego wart. The original fire has died and gone but the riot inside moves on Audioslave 'Original Fire' _____________________ Dodano: 17 lut 06, 00:22 A tu link do artykułu, który rozwiewa wątpliwości - to była decyzja Cornella. Tym bardziej liczę na nowy album 'Carry On'. Przekonamy się w maju. _____________________ Komu żal, niech wypłacze się w komentarzu. skomentuj (6) RMA brzmi jak trza. 2007-01-15 15:36:07 Nowa nocia? Się robi. Jest o czym i jest po co, więc z tym większym zacięciem piszę. O wydarzeniach, które miały miejsce 13. stycznia 2007 możecie przeczytać też na krzyfn.blog.pl, tyle że trochę z innej perspektywy i może z tego faktu nie będę się na ich temat za bardzo rozwodził. Sprawa jest taka: Zespół Rock Music Association, którego jestem częścią, nagrał swoje pierwsze demko w historii, z myślą o grze na Przeglądzie w 3LO w Gdyni. Zawiera ono 3 kawałki, z których najstarszy (w momencie nagrania) miał jakieś 2 tygodnie, a najmłodszy – dzień. Tekst jednego z utworów (wciąż w momencie nagrania) miał około 11 godzin. Więc – jak widać – same noworodki, które mimo, że ząbki im się dopiero wyrzynają, potrafią kąsać, i mimo, że dopiero raczkują, potrafią porządnie tupnąć. Nie chodzą jeszcze doskonale, zdarzają się potknięcia i zachwiania boczne, ale prą do przodu, nie oglądając się wstecz. Nagrywaliśmy w Teatrze Wojskowym na Oksywiu, na scenie przy pustej widowni. Klimat fantastyczny, choć graliśmy tam już po raz drugi. W tymże miejscu mają cotygodniowo próby nasi znajomi – zespół, który mimo długiego czasu istnienia nie ma jeszcze nazwy. Zasunęliśmy jednak kurtynę, bo dawało to lepszy efekt, tłumiło niepotrzebne echo. Od strony technicznej – mimo ogromnej ilości mikrofonów i statywów, które mieliśmy do dyspozycji, między innymi od bardzo miłego pana dźwiękowca, który mieszka w Teatrze, byliśmy zmuszeni nagrywać na jeden duży pojemnościowy mikrofon Krzyśka, gdyż z mikserem było coś nie tak i buczał. Jak się okazało, dźwięk – jak na takie nagrywanie – jest więcej niż zadowalający, a na demko nadaje się na pewno. W drodze powrotnej miało miejsce wielce zjawiskowe zjawisko. W autobusie, komputer (laptop), którym nagrywaliśmy nasze kawałki w Teatrze, został wyciągnięty z pokrowca i zapuszczony. Krzysztof przybrał na się słuchawki (nie zdejmując czapki) i począł wobec zebranego w autobusie, niczego się nie spodziewającego pospólstwa bezwstydnie miksować nasze kawałki, puszczając je nawet z laptopowych głośniczków. Cały ten zabieg uwieczniony został na cyfrowym aparacie i jak dobrze pójdzie (czyli jak zawieszą z powrotem kable w Rumi na słupach, bo je wichura zerwała), Wy również je zobaczycie. Sam ich jeszcze nie widziałem. A na koniec macie tu (hosting - Igor) jeden z kawałków nagranych podczas Teatralnej Sesji (możecie się wyżalać w komentsach). Reszta piosenek, a także fotki i filmiki będą pewnie dostępne na naszej stronce, którą mamy zamiar jak najszybciej stworzyć. Prace już się rozpoczęły. Stay rock. _________________________ Zespół bez nazwy ma jednak nazwę: Świeże Mięso %). skomentuj (18) Rock Music Association i rozwiązanie kłizu. 2006-11-20 18:55:04 Jako że jestem ciśnięty niczym zad, gdy się na nim usiądzie, piszę nową nocię (Uwielbiam ten wyraz! 'Nocia' a nie 'zad'. W sumie 'zad' też uwielbiam). Ostatnim razem pisałem o czyimś zespole, to teraz napiszę o swoim. Supertank już nie jest tym, czym był dotychczas. Nie jest już nawet Supertankiem. Zacznę może od środka. Kiedyś byłem mały. A gdy chodziłem do klas, z których por. Borewicz najczęściej wybiera swoje kochanki (czyli klasy 1-3), poznałem i zaprzyjaźniłem się z tzw. Simonem. Co ważne dla całej opowieści, słuchaliśmy podobnej muzyki, często nawet tej samej i to w tym samym pomieszczeniu. Simon w którymś momencie przeprowadził się z bloku, który był naprzeciw mojego bloku, do miejsca, w którym serce drży od bliskości tramwaju. Nie daliśmy jednak za wygraną i odwiedzaliśmy się wzajem. Jakiś czas później Simon kupił sobie gitarę i na niej grywał. Zdarzyło się nawet, że i ja ze swoją gitarą przybyłem do niego, by pograć sobie, ale z powodu odległości nie było nawet mowy o permanentnym graniu wespół. Przez długi czas Simon fascynował się Rage Against the Machine, u mnie w tych latach krystalizowała się fascynacja Seattle, z Soundgarden na czele. W roku 2002 stała się rzecz wielka – Chris Cornell z nieistniejącego już wtedy Soundgarden połączył się z osieroconym przez Zacka de la Rochę Rage Against the Machine, przez co nasze fascynacje dokonały fuzji. Simon uczył się dalej grać na gitarze, czerpiąc inspirację z wyżej wymienionych zespołów. Co jakiś czas wysyłał mi (nam) nagrania swoich riffów, które zdobywały nasze uznanie. Od dawna już rozważaliśmy z Krzyfnem przyjęcie go do zespołu, ale przede wszystkim odległość i ilość gitar elektrycznych w zespole (w tym wypadku byłoby to 3) odsuwała nas od podjęcia tej decyzji. Do czasu. W październiku rozpoczął się mój rok akademicki na UG. Jako że od UG mam do Simona blisko, frekwencja odwiedzin znacznie się zwiększyła. Pewnego październikowego dnia Simon zagrał mi swoje nowe riffy, ja zagrałem mu swoje i okazało się, że chyba czerpiemy z tych samych źródeł i posiadamy bardzo podobny kierunek muzyczny. Niedługo potem Simon oficjalnie stał się członkiem Supertank. Co z tego będzie? Czas pokaże. Wszyscy jesteśmy pełni optymizmu. Mniej więcej w tym samym czasie Krzyfn wpadł na pomysł na nową nazwę zespołu. Od dawna chcieliśmy ją zmienić, bo nie pasowała już do tego, co aktualnie wychodzi z naszych głów i spod naszych palców. Wpadł na 'Music Association'. Zachwycony dodałem do tego 'Rock' i tak powstało Rock Music Association. Z nowym składem, nową muzyką i nowym duchem. Wciąż jednak szukamy perkusisty. Mamy w tym temacie ostatnio dużo możliwości, kilka jeszcze niesprawdzonych, więc coś z tego (wreszcie!) może wyniknąć. Mimo to jeśli znacie kogoś, kto by się nadał, piszcie. A teraz.. UWAGA UWAGA! Rozwiązanie kłizu! Pewnie wszyscy obficie napociliście się główkując nad tym, co przedstawiają zdjęcia z poprzedniej notki. Wbrew temu, co pisali niektórzy, nie są to baterie słoneczne. Nie jest to też nowoczesna wersja wiatraków ani dziwaczne budynki wybudowane przez pozaziemską cywilizację. Nie jest to również system pomiarowy kierunku wiatru! Prawidłowa odpowiedź brzmi... ...SOUND GARDEN!!! Tak, tak, zdjęcia przedstawiają właśnie Sound Garden! Skojarzenie z moim ulbionym zespołem jest jak najbardziej prawidłowe. Na zdjęciach widzimy bowiem zmyślną instalację, która mieści się w Seattle, a jest tak skonstruowana, by wydawać różne ciekawe dźwięki, gdy wieje wiatr. Właśnie od niej panowie z Soundgarden wzięli swoją nazwę. Brawo! Wygrałem! Czteroletni kurs pakowania przeterminowanych batonów do słoików po ogórkach jest mój. Dziękuję. Mimo wszystko gratuluję tym, którzy wzięli udział w konkursie i wykazali się wyobraźnią. Jako nagrodę pocieszenia macie tutaj filmiki z Cornellem na premierze nowego Bonda, do którego, jak wszyscy wiedzą, napisał piosenkę tytułową. Ogólnie jest rozchełstany, nawet (a może szczególnie) kiedy wita się z Królową (filmik 3). Njoy! Chris Cornell at 'Casino Royale' Premier Pt1 Chris Cornell at 'Casino Royale' Premier Pt2 Chris Cornell at 'Casino Royale' Premier Pt3 skomentuj (14) |
2007 |